Marzec 2009: mail od pani Agaty, dawnej mieszkanki kamienicy przy Lipowej 68/70
Moi Drodzy,
Przez 23 lata, od urodzenia, mieszkałam w kamienicy przy Lipowej 68/70. Moi dziadkowie, którzy pochodzili z Kresów, wraz z córkami - moją mamą i ciocią - w połowie lat 50tych zamieszkiwali malutki lokal przy Lipowej 78, z którego w latach 60-tych przenieśli się do znacznie większego pod numerem 68/70. Jestem wiec trzecim pokoleniem, które zamieszkiwało tę uroczą, choć dzisiaj nieco zaniedbaną ulicę Starego Polesia.
Lata dzieciństwa na Lipowej wspominam z rozrzewnieniem - ogródek, który wyglądał niczym dżungla, z ławeczkami i klombem kwiatowym, gdzie sąsiedzi spotykali się na ploteczki, a dzieciarnia bawiła pod ich czujnym okiem; trzepak przy starej pralni; gry w klasy, kometkę, komórki do wynajęcia. Zaraz obok, na skwerku przy rogu Lipowej i Andrzeja był dość ładny, ogrodzony plac zabaw, nazywany przez wszystkich "Placykiem". Niestety, z czasem wszystko zaczęło się zmieniać, popadać w ruinę; starsi, bardzo ze sobą zżyci lokatorzy, którzy społecznie dbali o nasze podwórko odchodzili, nie było komu siać trawy, a huśtawki z Placyku na rogu skończyły swój żywot zapewne na skupie złomu...
Od kilku lat żyje poza Łodzią, moja mama wyprowadziła się z Lipowej, ale cały czas mamy do tego miejsca niesamowity sentyment. Za każdym razem kiedy przyjeżdżam do Lodzi, wybieram się z mama "na stare śmieci" ("śmieci" to w tym, wypadku dość trafne określenie tej okolicy...), odwiedzić dawnych sąsiadów, zobaczyć, co się zmieniło. Do tej pory widziałam, niestety, tylko zmiany na gorsze.
Mimo że w Łodzi już nie mieszkam, regularnie śledzę lokalne wiadomości, z zaciekawieniem czytam o akcjach Grupy Pewnych Osób i aż mi się serce uradowało, kiedy dowiedziałam się o przedsięwzięciu Lipowa od Nowa! Jaka szkoda, że my, mieszkańcy, byli i obecni, popadliśmy w taki marazm, że nie potrafiliśmy sami uchronić Lipowej od zapomnienia... Że potrzeba było inicjatywy z zewnątrz, żeby pokazać mieszkańcom Lipowej, ze ta piękna lipowa aleja, te podwórka-studnie, otoczone często architektonicznie bardzo pięknymi i ciekawymi kamienicami, te małe, podwórkowe ogródki, tętniły kiedyś społecznym życiem i że to życie może do nich jeszcze wrócić.
Gratuluję pomysłu i z całego serca dziękuje, ze staracie się ocalić lipowy świat mojego dzieciństwa, dzieciństwa mojej mamy od zapomnienia i tchnąć w niego ducha sprzed 20-stu, 30-stu, 40-stu, czy nawet 50-ciu laty, który jest mnie i mojej rodzinie tak bliski. Z ciekawością będę śledzić dalsze losy Lipowej.

